Będąc zagranicznym studentem, a do tego jeszcze białą dziewczyną, nie możesz przemknąć niezauważenie nie tylko na chińskiej ulicy, ale tym bardziej na terenie uniwersytetu. Na Xidian University of Computer Science and Technology uczy się siedmiuset zagranicznych studentów, na naszym campusie około połowa z nich, jednak jak sama nazwa szkoły sugeruje, nie znajdziemy tu zbyt wielu dziewczyn, a już na pewno nie białych. Oprócz naszej szóstki, spotkałam Brytyjkę, Hiszpankę i jeszcze jedną kobietę, której narodowości wciąż nie poznałam. Poza tym kilka dziewczyn z Sudanu czy Nepalu. Najliczniejszą grupę stanowią jednak przedstawiciele krajów wschodnich oraz afrykańskich.Z tego też powodu, obecności naszej wyróżniającej się z tłumu białej skóry, nie mogło zabraknąć na dniu sportu, który przekładany z powodu deszczowej pogody, odbył się wreszcie w miniony weekend. Najważniejszy punkt programu stanowiła parada, w której prezentowały się poszczególne drużyny, także my – zagraniczni studenci. Na tle dziesiątek ustawionych w rzędy Chińczyków, perfekcyjnie wykonujących wyuczone ruchy i maszerujących w idealnych odstępach, wyglądaliśmy co najmniej zabawnie.Nieprzygotowani, dosłownie wyrwani z łóżek o szóstej rano, zostaliśmy ustawieni, wręczono nam flagi i próbowano wytłumaczyć, w jaki sposób powinniśmy się prezentować. Pomimo braku jakiegokolwiek dogrania, zrobiliśmy największe wrażenie naszą pozytywną energią, okrzykami, śmiechem i przede wszystkim kolorowymi twarzami.Dzień sportu, jako pierwsze tego typu wydarzenie, w którym brałam tutaj udział, a które zebrało w jednym miejscu tylu zagranicznych studentów, uświadomił mi, jak bardzo chciałabym zostać częścią tej „xidiańskiej rodziny”. Młodzi ludzie przyjeżdżają studiować do Chin na co najmniej parę lat, a ponieważ środowisko "liuxueshengów" jest na tyle hermetyczne, po paru miesiącach wszyscy się znają. Fakt, że mieszkam w akademiku na terenie campusu bardzo ułatwia kontakty i pozwolił mi poznać bliżej wielu cudownych ludzi, jednak to wciąż bardzo powierzchowne znajomości. Nieustannie odnoszę wrażenie, że zaraz wyjeżdżam, kiedy oni zostają na kolejne trzy lata.Poczułam się częścią czegoś większego, gdy po paradzie, pod naszym namiotem rozbrzmiewał dźwięk bębnów i gitary, a wszyscy tańczyli i śpiewali w przeróżnych językach.Widać było, że Ci ludzie się świetnie znają i dobrze czują w swoim towarzystwie, co odznaczało się na tle innych drużyn. Wciąż jednak mam świadomość, że nie potrafię zaangażować się w pełni w życie uniwersyteckie, bo siedzę na walizkach. Nie mam pojęcia, gdzie spędzę kolejne półrocze, ponieważ istnieje jednakowe prawdopodobieństwo, że wrócę do Gdańska, polecę do Pekinu lub jeszcze innego miasta. Z jednej strony to brak poczucia stabilizacji, ale równocześnie możliwość zaczynania od początku w kolejnym miejscu, co tak uwielbiam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz