poniedziałek, 5 maja 2014

O transporcie słów kilka, czyli jak nie zginąć przechodząc przez ulicę


Najważniejsze zasady na chińskiej ulicy:
1. uświadom sobie, że nie ma czegoś takiego, jak przepisy ruchu drogowego, a nawet jeżeli są, to jedynie w podręcznikach do kursu na prawo jazdy.
2. miej oczy dookoła głowy, bo nikt o Ciebie nie zadba, jeżeli Ty tego nie zrobisz.
3. dostosuj się do naturalnego rytmu ulicy, dopiero wtedy będziesz       w stanie funkcjonować i poruszać się.
Chińska ulica to na pierwszy rzut oka chaos, kłębowisko ludzi i pojazdów poruszających bez określonego ładu. Jednak, kiedy przyjrzę się dokładniej, jestem w stanie wyłapać rytm, płynność ruchów. Kierowcy mijają przechodniów na milimetry, nie zatrzymując się, tylko polegając na własnych wyliczeniach, dlatego otarcie się o pojazd to kwestie sekund. Początkowo wydaje się to przerażające, jednak z czasem pozwala na wygodne i przede wszystkim szybkie przemieszczanie się. Pierwsze dni po przyjeździe polegały na kurczowym trzymaniu się Chińczyków, by u ich boku przejść na drugą stronę ulicy. Paraliżowała mnie sama myśl o tym, co się dzieje przede mną. Teraz razem z wszystkimi łamię wszelkie zasady zdrowego rozsądku i przepisy, które wpajano mi całe życie w Polsce, lawirując na czerwonym świetle pomiędzy autobusami i rowerzystami. Przyjemność jazdy zwykłym autobusem kosztuje 50 groszy, piętrowym - złotówkę, gdy posiadamy kartę, którą regularnie doładowujemy, cenę dzielimy na pół. Płacimy wrzucając banknot do pojemnika umiejscowionego przy pierwszych drzwiach lub przykładamy kartę do czytnika. Oprócz kierowcy obserwującego wsiadających, nie ma żadnych kontroli, więc tak naprawdę to, czy zapłacimy zależy jedynie od naszej uczciwości, a Chińczycy są uczciwi. Nie widziałam jeszcze nigdy, by ktokolwiek oszukiwał, a niestety mam świadomość, jak nagminne jest to w Polsce. Jazda autobusem, zwłaszcza w godzinach szczytu do najprzyjemniejszych nie należy, jednak miasto jest na tyle dobrze rozplanowane, a kierowcy sprawnie lawirują pomiędzy innymi pojazdami, unikając stłuczek, że na miejsce docieram zawsze w zadziwiająco szybkim tempie. Warto także nadmienić, że nie istnieje nic takiego, jak rozkład jazdy. Na przystanku podana jest jedynie godzina przyjazdu pierwszego i ostatniego autobusu. Wbrew pozorom nie jest to jednak problemem, ponieważ pojawiają się one z taką częstotliwością, że nigdy nie czekałam dłużej niż pięć minut.

Xi'an ma jedynie dwie, ale za to bardzo rozbudowane linie metra. Ceny zależą oczywiście od trasy, ale nie przekraczają kilku złotych za przejazd. Największym plusem są zabezpieczenia w postaci przezroczystych szyb, których nie widziałam np. w Nowym Jorku czy Warszawie, gdzie tory są otwarte, a o wypadkach i próbach samobójstw wciąż jest głośno. Ranking na opłacalność i równocześnie wygodę wygrywają oczywiście taksówki, które są tak zadziwiająco tanie, że po powrocie do kraju już nigdy nie będę w stanie przestawić się na wygórowane ceny za ten środek transportu. Podczas naszych nocnych eskapad do barów stają się nieocenione. Dla porównania w taryfie nocnej za siedem kilometrów do ulubionego klubu płacimy siedem złotych i dzielimy to jeszcze na cztery osoby. Teraz warto sobie wyobrazić, jak czują się studenci z Francji czy Niemiec, których jest tutaj sporo, a którzy przeliczają te kwoty na euro. Żyć, nie umierać.
Xi'an to ogromne, siedmiomilionowe miasto, dlatego tak sprawny transport niezwykle ułatwia ludziom życie. Oprócz wymienionych przykładów można oczywiście dać się podwieźć za kilka groszy na motorze lub wypożyczyć rower. Wszędzie towarzyszą nam jednak tłumy ludzi, ale tego przykrego aspektu Chin trzeba po prostu przywyknąć.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz