środa, 4 czerwca 2014

Wianek na głowę i za ojczyznę

Prawie czterdziestostopniowy upał, setki Chińczyków robiących sobie z nami zdjęcia i pozytywna energia, której już dawno nie czułam.Tak w skrócie mogłabym opisać pierwszy dzień kultury na Xidian University. Przede wszystkim nie wiedziałam czego spodziewać się po takim wydarzeniu, ale zaangażowanie nauczycieli pokazało, jak wiele od nas oczekują i jak poważnie do tego podchodzą. Nasze wizje były jak zwykle ogromne, zderzenie z rzeczywistością bolesne, ale efekt końcowy i tak mile zaskakujący.




Każdej grupie reprezentującej dany kraj przydzielono kilku pomocników, którzy dbali o bezpieczeństwo, dostarczali jedzenie i przede wszystkim pomagali w ogarnięciu tłumu zainteresowanych. Sama nie wiem, jak to się stało (chociaż winę zrzucam na "słowiańskość" bijącą z naszego stanowiska), ale pod koniec dnia miałyśmy już dziesięciu asystentów, kiedy przy naszych znajomych kręciło się jedynie dwóch.
Oczywiście każdy kraj miał swojego opiekuna-nauczyciela, który już wiele tygodni wcześniej pomagał w realizacji wizji i pomysłów. Dzięki temu nasze stanowisko przybrane było we flagi i zdjęcia polskich krajobrazów, na głowach miałyśmy wianki z prawdziwych kwiatów oraz przygotowałyśmy koszulki ze zdjęciami znanych Polaków i chińskimi tłumaczeniami ich nazwisk.
 

 

Zagraniczni studenci naszej uczelni zaprezentowali ponad trzydzieści krajów, wtajemniczając gości w różnego rodzaju zwyczaje, częstując jedzeniem, występując na scenie i pozując do zdjęć w tradycyjnych strojach. Jak się okazało, to wspólne pozowanie stanowiło najważniejszy punkt programu. Wszyscy wiemy bowiem, jak funkcjonują w dzisiejszych czasach portale społecznościowe i każdy ma ochotę pochwalić się zdjęciem z Europejczykiem na WeChatcie (rodzaj chińskiego facebooka). Dlatego też przy stanowisku chłopaków z Francji oraz naszym, znajdował się zawsze największy tłum zaaferowanych Chińczyków. Początkowo nie byłam pewna, jak ustosunkować się do tej sytuacji, ale pięć minut później odnalazłam siebie pozującą na "ściance" razem z dziewczynami i rozdającą podpisy. To niesamowite, że jedynie biała twarz, o której nigdy nie myślałam w takich kategoriach i wianek na głowie, spowodowały, że stałyśmy się atrakcją dnia. Gdziekolwiek się nie ruszyłyśmy, za nami pojawiali się Chińczycy z prośbami o zdjęcia. Po kilku godzinach upału każda miała już serdecznie dość, ale wciąż pozowała z przyklejonym uśmiechem i odpowiadała łamanym chińskim na pytania.Jeszcze nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego, dlatego cała sytuacja wydawała się być tak fascynująca i zabawna zarazem.

Występ publiczny, do którego przygotowywałyśmy się intensywnie od jakiegoś czasu, stanowił jeden z ważniejszych punktów programu. Wbrew pozorom wykonana przy akompaniamencie naszego przyjaciela z Kenii - Bena, tradycyjna polska pieśń "Hej Sokoły" o kozakach, miłości do Ukrainy, pięknych dziewczętach i alkoholu, nie wypadła tak blado przy tradycyjnych tańcach z Somalii czy pokazach sztuk walki. Myślę, że najlepiej bawiłyśmy się my same i patrząc na to z dystansem, stwierdzam, że pozytywna energia po raz kolejny uratowała całą sytuację.
 

Dziękuję bardzo Xidian University za udostępnienie kilku zdjęć, które umieściłam w tym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz